Będzie jestem siostrą

Być siostrą. Tak jestem siostrą (nie zakonną przecież, tylko siostrą dla swoich braci :D). Pochodzę z rodziny wielodzietnej. Choć to „wielo” nie oznacza wcale bardzo dużo. Jest nas trójka rodzeństwa. Mam dwóch braci. Być starszą siostrą. Z całej naszej trójki to ja jestem najstarsza. Sobota-Niedziela, 26-27 czerwca 2010 Z Haliną Herbert-Żebrowską, siostrą Zbigniewa Herberta, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler Znała Pani wiele osób, które zginęły w tragedii pod Smoleńskiem. Przeżyła to Pani osobiście? - Bardzo żałuję tych wspaniałych ludzi, którzy zginęli, wielu z nich rzeczywiście znałam osobiście - m.in. ministra Tomasza Mertę, Andrzeja Przewoźnika ... -Nie posłucha się ciebie.Może świat się walić,a ona i tak nie będzie się nikogo słuchać-powiedziałem. -Masz rację,kochanie-powiedziała Yui.Podszedłem do niej i pomogłem jej usiąść,ponieważ jesteśmy w salonie. S. Janina: Nie jestem polską siostrą Cristiną Dwa lata temu polski YouTube podbijało wideo, na którym siostra zakonna w niebieskim habicie śpiewa pielgrzymkową przeróbkę Despacito. Siostra ma w zakonie imię Janina i właśnie zadebiutowała piosenką „Zajmij się mną”, która zapowiada jej płytę w kwietniu tego roku. Z Haliną Herbert-Żebrowską, siostrą Zbigniewa Herberta, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler Znała Pani wiele osób, które zginęły w tragedii pod Smoleńskiem. Przeżyła Rozdział 11 - 'Jestem twoją siostrą' W nocy nie spałam prawie wcale. Cały czas myślałam o tym co się wydarzyło i co będzie dalej. Nie sądziłam, że tak wszystko się potoczy, gdybym tylko wiedziała... Leżałam i patrzałam się w okno. Zastanawiałam się co teraz robi i gdzie jest Hazza. Jestem starszą siostrą już od 12,61 zł - od 12,61 zł, porównanie cen w 17 sklepach. Zobacz inne Literatura dla dzieci i młodzieży, najtańsze i najlepsze oferty, opinie..

Z dnia na dzień coraz mi ciężej. I jaki jest sens tego wszystkiego?

2020.08.08 16:51 throwaway_pl_vent Z dnia na dzień coraz mi ciężej. I jaki jest sens tego wszystkiego?

Z góry ostrzegam, jest to vent z konta throwaway. Samemu nawet nie wiem od czego zacząć. Mieszkam z rodzicem i siostrą. Codzień mi rodzina zgotuje jakąś nieprzyjemność. Czy to będą marudzić że cały dzień smutam, czy to że nic nie robię. Gdzie tak na prawdę na nic siły nie mam. nawet nie wiem jak mam mieć na cokolwiek siłę dalej. rodzina nawet nie próbuje mnie zrozumieć mimo wielu wielu prób wyjaśnienia czy próźb, oni i tak swoje. W domu muszę codziennie użerać się z toksycznym środowiskiem na tyle że jak tam po prostu jestem już jest mi źle, a nie mam nikigo IRL żeby mieć kogo odwiedzić
No i zaczęła się koronapandemia. Nie powinno się wychodzić więc miło. Ale to tylko pół biedy. Psychiatrze wypadł termin, a psycholog nie odpowiada na żadne próby skontaktowania się. A próbując się zapisać gdzie kolwiek dostaje termin od 2 do 6 miesięcy. Nasza kochana służba zdrowia. Ktokolwiek w podobnej sytuacji będzie wiedział że tyle czasu wystarczy by ze sobą skończyć. Bo jeśli codziennie się cierpi, to dość ciężko jest wytrzymać 1 dzień, a co dopiero kilka miesięcy. Prywatnie? Hah, chciałoby się. Prawda jest taka że moja rodzina za cholerę nie umie w zarządzanie fiansami, bo czasem kończymy bez pieniędzy na koniec miesiąca, całościowo rodzinkom.
Powiedzcie mi moi drodzy. jak sobie poradzić z codziennym cierpieniem, brakiem siły do życia czy nawet możliwości pomocy specialisty?
submitted by throwaway_pl_vent to Polska [link] [comments]


2019.11.04 21:40 ThisOneTimeOnlyOK Transowe success story

EDIT: No co za ludzie. Człowiek pisze sobie post, cieszy się życiem. Wstaje rano, wraca po 8 godzinach pracy - a tu 30+ wiadomości w skrzynce, gold i silver. Opanujcie się! W każdym razie dzięki wielkie za golda na throwaway koncie <3 A teraz czas na maraton odpisywania... Pozdrawiam wszystkich i cieszę się, że sprawiłam Wam przyjemność :)
No cze.
Problemy osób trans przed tranzycją - tysiące informacji. Problemy osób trans po tranzycji - dziesiątki. Pozytywne historie osób trans po tranzycji? Eee... Są! Są, są, sama widziałam. Są. Tak że ten, w zasadzie nie ma sprawy, nie macie po co czytać dalej.
Ale żeby dać Wam rzeczywiście dobry powód, żeby zignorować resztę posta, to pierwsze musi zaistnieć owa "reszta posta". Tak więc, here you go.
Nazywam się wciąż tak samo, jak kiedyś. Mam bliżej do 30 niż 20. Mieszkam w Polszy, jestem trans. Urodziłam się geekiem (nerdem?), stałam się geeczą (nerdczą? Po awansie będę nadnerczą?). Mimo że moja preferencja seksualna się nigdy nie zmieniła, to nagle z akceptowalnego hetero, stałam się homolesbą - taka to sprawiedliwość. Efekt uboczny - szczęśliwy homozwiązek z [cis] dziewuszką. Teraz, kiedy się już świetnie znamy, chciałabym przedstawić historię mojej arcytrudnej tranzycji.
Zacznijmy od 20+ lat życia w przekonaniu, że to fetysz. Zaczął się skubany jak miałam mniej niż 7 lat i nie w każdej sytuacji dotyczył sfery seksualności - ale kto by się zastanawiał, fetysz to fetysz. Tutaj mogłabym opisać moje życie, ale nikomu to do szczęścia niepotrzebne. Ważne, że problemy były wystarczająco duże, żeby latami płakać nad niemożliwą do odwrócenia rzeczywistością, ale psychika na tyle odporna, co by nie mieć myśli samobójczych.
Ważny zwrot wydarzył się X miesięcy temu – w końcu [bardzo nikłe] ustatkowanie życiowe, możliwość radosnego zapadnięcia się w owy fetysz bez problemu. No i wtedy zonk – dlaczego wciąż czuję się jak kupa? Dlaczego to nie wystarcza? Jak żyć? Załamanie, decyzja o tym, że sama nie dam rady, podróż do pierwszego w życiu psychologa.
Inteligentne podejście z mojej strony: Jak z tym fetyszem żyć, psze Pani?Skonfundowana odpowiedź: A nie myślałaś może o tym, że trans jesteś?Wnikliwa analiza i jak zawsze trafna konkluzja: Może, ale w Polszy to przecież nie da się być trans.Skonfundowana riposta: W sumie to da się, wiesz? Hormony, takie tam.
Tak trafiamy do czasów odległych o ~rok. Cel: dowiedzieć się jak przeprowadzić tranzycję. Internet nie pomógł, zdobyłam dziesiątki informacji, każda mówi co innego i jest zależna od regionu Polski.
Krok 1: seksuolog. Efekt: psycholog-seksuolog hormonów Ci nie da.Krok 2: seksuolog lekarz. Efekt: potrzeba pisemnego zaświadczenia psychologa.Krok 3: kolejny, inny psycholog. Jedna wizyta, brak wątpliwości co do statusu trans.Krok 4: seksuolog lekarz. Efekt: brak wątpliwości co do statusu trans + zaświadczenie od psychologa = hormony.
W ten sposób otrzymałam receptę po 3 tygodniach od pierwszej wizyty u lekarz seksuolog. Zaczęła się terapia hormonalna.
Mijają 2 miesiące, widać pierwsze efekty tranzycji cielesnej (czyt. lekko widoczniejsze kości policzkowe i ból piersi, wypas). Czas na tranzycję społeczną. Ubrania - kupione. Makeup - ładnie napaćkany. Odwaga - może w pokoju obok. Wychodzę na zakupy. Pierwszy problem - stres sprawia, że mnie nie słychać. Praktycznie ruszam ustami bez wypowiadania dźwięków. Wstyd, problemy z komunikacją. Poza tym eksperyment udany, nikt nie zabił, nikt nie nakrzyczał, nikt nie splunął.
Czas na zwrot w treninug głosu, jakieś 3 miesiące później bez stresu rozmawiam przez telefon. Odbierając telefony skierowane dla PANA po drugiej stronie z miejsca uznają, że rozmawiają z żoną/siostrą. Success. Pominę fakt krótkiego treningu u słynnego tenora i jeszcze słynniejszej sopranistki. Pominęłam.
Hormony działają tak, jak powinny. Wolno, ale skutecznie. Wyniki krwi - jak zawsze świetne. Ubrania klasyczne, estetyczne - mam już doświadczenie w czym wygladam dobrze, a w czym nie, dzięki latom "fetyszu". Z mejkapem gorzej, ale nie tragicznie. Wciąż jednak jestem bez pracy. Szukam w wymarzonej branży dalej jako PAN - nie znajduję. Szukam w wymarzonej branży już jako PANI (chociaż dowód dalej stary) - nie znajduję. W końcu doskwiera brak mamony, szukam gdzie się da czegoś godziwego. No i trafiło - czeka mnie rozmowa telefoniczna.
Stanowisko może nie takie za 5k/miech, ale porządne, godne magistry. Pierwsza rozmowa telefoniczna - jestem zesrana totalnie, ale jakoś idzie. Potem rozmowa w 4 oczy, myślę czy mówić żem trans, czy nie (w końcu dalej stare dane). Przed spotkaniem e-mail z prośbą o dane osobowe - tyle z mojego wyboru. Wysyłam i informuję od razu dlaczego nie pokrywają się z używanymi. Odpowiedź: whatever, no problem. Zdziwienie z mojej strony. Cool!
Rozmowa kwalifikacyjna - bez problemu. Praca rozpoczęta - bez problemu. Wygląda na to, że poza ludźmi, którzy widzieli moją umowę o pracę, nikt do dzisiaj nie wie, że jestem trans. Nie ukrywam się, ale jak narazie nie mam zamiaru wyskakiwać z tym jak filip z konopii. Samo wyjdzie, to wyjdzie, narazie status quo.
Czas na zmianę danych. Okazuje się, że potrzeba roku na hormonach - powaliło ziomków, ale co ja mogę. Rok mija niedługo, tak że wio z badaniami. Po co ich aż tyle?! Nie mam pojęcia.
• Kariotyp - chore pieniądze, żeby zobaczyć że mam XY (szok i niedowierzanie). Worth as f*ck, polecam każdemu.
• EEG - wracanie do domu z odciśniętym czepkiem na czole i szczęce, z włosami całymi w jakiejś paście, polecam każdemu.
• Rezonans - za pierwszym razem ok, gruszka-wołaj-na-pomoc w ręku, brak klaustrofobii, luzik. Szkoda że jak mnie wsunęli ponownie to zapomnieli wręczyć gruszkę(!), ale przeżyłam, więc chyba spoko. Lol, mam lekko krzywą czaszkę z tyłu. Pewnie dlatego lesba, even my head is not straight enough.
• Psycholog - ponoć powinno się sprawę załatwiać z milionem testów, 6+ spotkaniami i w ogóle kupą pieniędzy. Mi powiedzieli, że jak jestem uparta (byłam) to mogę przyjść i dostać prostszą wersję, ale do sądu ona nie wystarczy. Po 1 spotkaniu taką dostałam. Sądowi ponoć wystarczy. Tyle w temacie.
• Psychiatra - posrana byłam, że będzie chciał mnie znowu do psychologa wysyłać czy coś. Dostałam świstek od ręki i życzył powodzenia
• Dno oka - badanie zajęło mi 10 minut, lekarka zwyzywała sąd że w ogóle tego potrzebują, życzyła powodzenia
• Seksuolog - lekarka od początku dobrze nastawiona, nigdy nie robiła problemów, po przeczytaniu mojej autobiografii (liczącej chyba ze 3 strony A4, a potem się dowiedziałam że często jej podsyłają w 5 linijkach) brak wątpliwości.
Teraz czekam na brakujące dokumenty i otwieram sprawę. Oby rozegrała się szybko.
Poza tym rodzina - nie wszyscy zachwyceni, ale najbliższa już się pogodziła i nie ma lipy.
Inne sprawy - świetne historie. Neurolożka wszystko od ręki. Podolożka z TAKIM sercem. Kosmetyczki z TAKIM profesjonalizmem (przed i po tranzycją!) tak mniej (brwi) jak i bardziej hardcorowe wersje (laser). Medycyna pracy - pełna profeska, jeszcze zadzwoniły do innych pokoi, żeby mnie jako PANI wołali. Sklepikarki, recepcjonistki - złote kobiety. Ludzie na ulicy - zero problemu (od prawie roku). W pracy - zero problemu, uśmiechnięci, drzwi mi otwierają, radą służą. Wyglądowo? Sama się za modelkę nie uważam (eufemistycznie mówiąc), ale mam to szczęście wyglądać lepiej od Quasimodo. Sprawy miłosne? Wspomniany szczęśliwy związek z kobietą. Poza tym lekki podmuch smalcu od niektórych gości w pracy, pojedyczny przypadek półmózga który postanowił zagaić w busie - poza tym spokój.
Ja wiem, że wiele zawdzięczam rejonowi Polski. Bardzo współczuję wszystkim tym, którzy pochodzą ze wschodu - niech bogowie mają Was w opiece! (A jako, że wrzody i żądza krwi jest Wam już z góry przypisana, to polecam jednak wybrać dwóch pozostałych i skupić się na modlitwie o dobrą zmianę i trochę przyjemności na tym łez padole).
Co z operacją, pytacie? Ano nic. Dajcie znać, jak bioinżynieria pozwoli mi na otrzymanie przeszczepu działającej muszelki, czy innej brzoskwinki, bo nie uśmiecha mi się upokorzenie, cierpienie, zawód i ewentualna śmierć w gratisie. Jestem cierpliwa, poczekam. Jak trzeba będzie to i całą wieczność.
Tranzycja w Polsce to nie jest prosta sprawa. W tym kraju często prędzej dostaniesz raka jąder, niż hormony. Ale chciałabym, żebyście wiedzieli, że nie zawsze tak to wygląda. Że można mieć odrobinę szczęścia i - oczywiście nie bez kłód pod nogi ze strony państwa i swojej własnej głowy - przejść sprawę w miarę bezboleśnie. Bo zwykle się słyszy, że "2 lata czekam i nic", czy "gatekeepers", a ja tutaj sobie siedzę i piszę do was po roku czasu. I w tym okresie załatwiłam hormony, wszystkie potrzebne badania, coming out, znalazłam świetną pracę i dalej się rozwijam. A 3/4 z tego to szczęście, nie umiejętności i życzę Wam, żeby i do Was świat się w tych sprawach uśmiechnął.
K THX BYE
submitted by ThisOneTimeOnlyOK to Polska [link] [comments]


2019.08.26 21:11 PolskiJanusz3307 Jak ogarnąć ojca? (relacje rodzinno zdrowotne)

Tak jak w tytule,
Pobieżnie sytuacja mojej rodziny:
Ojciec z matką żyją praktycznie w separacji i prowadzą "razem" firmę w sektorze usługowym. W praktyce wygląda to tak, że ojciec zarządza wszystkim, ja robię wszystkie przelewy jakieś maile itd., mama zajmuje się domem w którym z nią mieszkam ojciec mieszka osobno. Mieszkają osobno, bo ojciec zdradził ją z jakąś lafiryndą i zrobił sobie z nią dziecko które ma teraz z 4 lata. Ogólnie relacje z mojej rodzinie są dziwne, bo ojciec często przyjeżdża tutaj do domu, nawet z moją "siostrą" żeby mama się nią zabawiała itp. Generalnie większość interakcji matki z ojcem polega na gryzieniu się, wyzywaniu i ogólnie jednej wielkiej kłótni. Tak mama ma prawo mieć żal, ale trwa to już chyba z 5+ lat i dalej zionie nienawiścią i rozumiem ojca jak ona uprawia "babskie pierdolenie" gdzie co chwilę się o coś do niego przypierza nawet czasami jak nie ma podstaw mimo to, że nas utrzymuje (a nie musi, bo moi rodzice nigdy nie brali ślubu). Na dodatek kredyt na dom i presja, bo na 99% ja go będę musiał zacząć spłacać za 5-10 lat, bo raty do 2050 roku. Co chwile kłótnie itd raczej nie odbijają się pozytywnie na moim zdrowiu psychicznym, bo co chwilę żyję w stresie myśląc o przyszłości, bo ojciec oczywiście liczy, że podzielę się domem w przyszłości z siostrą (ja teraz zaczynam studia), ale generalnie wydaje mi się, że jak ona będzie mieszkać ze swoją mamusią to niestety zostanie typową karyną :/
Tu przechodzimy do sedna:
Ojciec zawsze był otyły odkąd pamiętam, ale już powoli wchodzi w taki wiek, że zaczynam się naprawdę o niego martwić. Ma wysokie ciśnienie, wszędzie jeździ samochodem no i generalnie jest mocno otyły. Na dodatek od jakiegoś czasu mówi mi, że ma depresję i dużo osób z jego otoczenia jak słucham też zauważyło, że stał się mrukiem i generalnie jest nie do wytrzymania od paru miesięcy. Mówi, że nic mu się nie chce, nie raz proponowałem mu wspólne wyjście na siłownie, zawsze obiecywał "od jutra" i nigdy się to nie spełnia. Diet pudełkowych próbował (keto) i mówił, że oddał to jedzenie bezdomnym bo mu nie smakowało. Jak powiedział, że ma depresję to mu powiedziałem, że liczę na niego, że mnie nie zawiedzie i pójdzie do lekarza - psychiatry (ojciec generalnie się nie bada i to też mnie przyprawia o nieprzespane noce), bo boi się, że trafi do wariatkowa. Powiedziałem mu, że liczę na niego no i do tej pory nie poszedł. Jeszcze co do tych treningów to to nie jest tak, że nie ma czasu, bo ma dość dużo wolnego czasu tylko często musi być pod telefonem, znając jego tryb dnia spokojnie mógłby trenować nawet 5-6 razy w tygodniu. No, ale właśnie - nie chce :(
Cała ta sytuacja bardzo źle wpływa na moje samopoczucie i zdrowie mentalne i jak nie jestem na czymś skupiony lub nie jestem ze znajomymi to ciężko mi o tym nie myśleć.
I pytanie co z tym fantem zrobić:
Co już zrobiłem -zachęcałem ojca, żeby poszedł ze mną trenować (a teraz jak wyjeżdżam na studia to już w ogóle to odpada) -mówiłem, żeby poszedł do lekarza po antydepresanty -mówiłem, że jest to dla mnie ważne i że liczę na niego i go wspieram pomimo tego, że czasami tego nie okazuje (bo sam nie bardzo umiem okazywać uczucia, tak jak on zresztą) -matce już to nie raz tłumaczyłem, żeby zluzowała, ale ona dalej swoje -proponowałem ojcu, żeby zapisał się ze znajomymi na jakiś boks czy coś.
Już sam nie mam pomysłów, a ta sytuacja coraz bardziej wjeżdża mi na psychę :( na dodatek niedługo zaczynają się studia i będę daleko od domu i boje się, że może się coś stać :(
TL;DR Pojebane relacje mojej rodziny źle wpływają na moje zdrowie psychiczne oraz obawiam się o zdrowie i samopoczucie ojca
submitted by PolskiJanusz3307 to Polska [link] [comments]


2018.12.28 15:09 Gazetawarszawska Kalendarium konfliktu oświęcimskiego

OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE
Kalendarium konfliktu oświęcimskiego
marzec 1983 - wrzesień 1998
12 styczeń 1983 - siostra Zofia Jaśniak, przełożona domu sióstr karmelitanek bosych w Poznaniu, zwraca się do Urzędu do Spraw Wyznań w Warszawie z prośbą o założenie domu zakonnego w Oświęcimiu, w budynku starego teatru usytuowanego obok Żwirowiska.
2 luty 1983 - prowincjał karmelitów bosych o. Eugeniusz Jan Morawski w liście do Urzędu do Spraw Wyznań poparł ideę założenia klasztoru kontemplacyjnego w pobliżu byłego niemieckiego obozu Auschwitz. Prowincjał napisał m.in.: „uważamy za nieulegającą wątpliwości potrzebę założenia oraz nieustannej modlitwy i pokuty w tym miejscu, które bez Chrystusowego Krzyża tchnie beznadziejnością".
14 czerwca 1984 - po wielu trudnościach prezydent Oświęcimia Andrzej Tolka oddaje siostrom karmelitankom z Poznania w użytkowanie wieczyste terenu państwowego, zabudowanego budynkiem tzw. starego teatru, na siedzibę klasztoru kontemplacyjnego.
26 czerwca 1984 - w Państwowym Biurze Notarialnym podpisano akt notarialny, na mocy którego siostry karmelitanki bose z Poznania stały się prawnymi właścicielami budynku „starego teatru" i przylegającego do niego terenu na 99 lat.
2 sierpnia 1984 - do Oświęcimia przybyły pierwsze siostry karmelitanki.
30 grudnia 1985 - klasztor sióstr karmelitanek p.w. Świętych Obcowania w Oświęcimiu erygowano kanonicznie.
maj 1985 - w specjalnej ulotce niemiecka organizacja katolicka „Kirche in Not" („Kościół w potrzebie"), która na prośbę kardynała Stefana Wyszyńskiego objęła patronat nad sześćdziesięcioma klasztorami kontemplacyjnymi w Polsce, nawołuje katolików do materialnego wsparcia powstającego w Oświęcimiu Karmelu. W Niemczech ukazał się numer specjalny dwumiesięcznika „Echo der Liebe" w którym wydawca pisma o. Werenfried van Straaten zamieścił apel do społeczeństwa krajów Beneluksu, by pomogły siostrom karmelitankom z Oświęcimia w adaptacji zniszczonego „starego teatru". Apel o. van Straatena, który nosił tytuł Geschenk fuer den Papst - ein Kloster in Auschwitz (Klasztor w Oświęcimia w darze dla Papieża), nadał rozgłos powstaniu klasztoru nieopodal muzeum Auschwitz.
14 października 1985 - brukselska popołudniówka „Le Soir" daje początek oszczerczej kampanii przeciwko Kościołowi katolickiemu i dobremu imieniu Polski i Polaków. Na łamach „Le Soir" pisano, że „w tym miejscu nikt nie ma prawa niczego sobie zakładać ani budować", zaś „Oświęcim powinien pozostać przede wszystkim pomnikiem ofiar ludobójstwa Żydów".
28 marca 1986 - pięciu wielkich rabinów europejskich sprzeciwia się powstaniu oświęcimskiego karmelu. „Uważamy za rzecz niemożliwą do przyjęcia, aby uświęcać ziemię, która została sprofanowana i przeklęta, zroszona krwią milionów ofiar" - napisali rabini.
13 kwietnia 1986 - wizyta Jana Pawła II w głównej synagodze rzymskiej.
kwiecień 1986 - pierwsze wtargnięcie członków Światowego Kongresu Żydów na teren posesji karmelitanek. Żydzi grożą wysadzeniem budynku w powietrze i obrzucają zakonnice wyzwiskami.
13 maja 1986 - komunikat 213. Konferencji Plenarnej Episkopatu Polski informuje, iż „w momencie ożywienia dialogu chrześcijańsko- żydowskiego, czego wyrazem była niedawna wizyta Ojca św. w synagodze rzymskiej" powołano do życia Podkomisję ds. Dialogu z Juda­izmem. W podkomisji tej zasiedli między innymi znani przeciwnicy klasztoru i krzyża w Oświęcimiu - bp Henryk Muszyński (prze­wodniczący), ks. Stanisław Musiał oraz Jerzy Turowicz. Wkrótce po powołaniu podkomisji kardynał Franciszek Macharski zwrócił się do ks. S. Musiała i J. Turowicza z prośbą o przygotowanie rozmów z Żyda­mi protestującymi przeciwko istnieniu klasztoru. Chodziło także o wybranie przedstawicieli Kościoła z Europy Zachodniej do rozmów ze stroną żydowską.
📷
Wizyta Papieża w synagodze rzymskiej (13 kwietnia 1986)
Znamienny jest fakt, iż do delegacji kościelnej nie wybrano nikogo, kto reprezentowałby stronę bezpośrednio zainteresowaną - przykładowo: przełożona sióstr karmelitanek, prowincjał ojców karmelitów bosych w Polsce.
22 czerwca 1986 - artykułem Jerzego Turowicza pt. Karmel w Oświęcimiu „Tygodnik Powszechny" rozpoczął kampanię skierowaną przeciwko oświęcimskiemu klasztorowi karmelitanek. Argumentował on, że obecność sióstr karmelitanek w tym miejscu obraża uczucia Żydów.
22 lipca 1986(!!!) - w Genewie odbyło się pierwsze spotkanie przedstawicieli Kościoła katolickiego i środowisk żydowskich w sprawie sytuacji w Oświęcimiu. Stronę kościelną reprezentowali czołowi moderniści: kardynałowie Godfried Danneels (arcybiskup Brukseli), Albert Decourtray (arcybiskup Lyonu), Jean Marie Lustiger (arcybiskup Paryża), Franciszek Macharski (arcybiskup Karkowa), oraz ks. Stanisław Musiał SI i Jerzy Turowicz. Środowiska żydowskie reprezentowali natomiast: Tullia Ze vi - przewodnicząca Unii Wspólnot Żydowskich we Włoszech, Wielki Rabin Francji - Rene Samuel Sirat, Theo Klein - przewodniczący Rady Przedstawicielskiej Instytucji Żydowskich we Francji i Europejskiego Kongresu Żydowskiego, Marcus Pardes - prezydent Komitetu Koordynacyjnego Organizacji Żydowskich w Belgii oraz Ady Steg - prezydent Powszechnego Zjednoczenia Żydowskiego. W komunikacie końcowym czytamy: „Dialog winien trwać nadal\ by można było definitywnie ustalić zadowalający sposób poszanowania tego jedynego miejsca znajdującego się na polskiej, chrześcijańskiej ziemi". Poinformowano także o wspólnie zredagowanej tzw. Deklaracji Oświęcimskiej, dzięki której wyrażono „swoje wspólne pragnienie liczenia się z niekwestionowaną rzeczywistością symbolicznego charakteru b. obozu zagłady Auschwitz, pomnika i pamięci shoah". Sama Deklaracja Oświęcimska, rozpoczynająca się od słów „Zakhor! - Pamiętaj!" jest bardzo krótka. Czytamy w niej, że tereny Auschwitz i Birkenau są symbolicznymi miejscami „ostatecznego rozwiązania „w imię którego hitlerowcy dokonali eksterminacji (shoah) sześciu milionów Żydów którzy zginęli „w opuszczeniu i pośród obojętności świata". Właśnie zdanie mówiące o „opuszczeniu" i „obojętności świata" stało się podstawą do oskarżenia Polaków o obojętność, a nawet o sprzyjanie eksterminacji Żydów podczas II wojny światowej. Kampanię tę realizowano także w Polsce, szczególnie na łamach „Tygodnika Powszechnego". Miała ona uzmysłowić Polakom ogrom krzywd jakie popełnili oni względem Żydów podczas II wojny światowej. Miało to doprowadzić do sytuacji, w której polskie społeczeństwo, chcąc odkupić swe winy z czasów ostatniej wojny, zgodzi się na przeniesienie klasztoru sióstr karmelitanek w Oświęcimiu. Było to przygotowywanie gruntu pod decyzje, które miały zapaść podczas drugiego spotkania w Genewie.
listopad 1986 - Jerzy Turowicz w krakowskim Klubie Inteligencji Katolickiej wygłosił odczyt na temat źródeł antysemityzmu w Polsce.
Uzupełnienie(!!!) : powyższego. Spotkanie nie odbyło się w „Genewie” jak pisze autor, ale na jakiejś wsi, w prywatnym domu żydowskim, u żyda o nazwisku Rothschild (Edmund Rothschild).
Jest tu konieczne podkreślić to, że decyzją kardynała Macharskiego, który był wtedy metropolitą krakowskim, negocjacje o katolickim klasztorze, o sprawach polskich, nie toczyły się w diecezji krakowskiej, w domu biskupa, a na prywatnej posiadłości u żyda w Szwajcarii.
Negocjacje te odbywały się u żyda, bo – jak kard. Macharski stwierdził (lub zgodził się ) – negocjacje powinny być przeprowadzone na gruncie neutralnym. Willa żydowska była miejscem właściwym, bo dom biskupi w Krakowie takim miejscem nie był.
Później, JPII dokonał nowego podziału diecezjalnego i sprawy Karmelitanek swobodnie już toczyły się poza plecami Narodu, bo nowa diecezja - na prowincji zabitej deskami - nie podlegała takiej kontroli społecznej jak diecezja krakowska, czyli faktycznie, było to świadome oszustwo.
📷
Kopia informacji o zdradzie oświęcimskiej. ( poniżej tłumaczenie)
📷
📷
Od dziś za 2 lata, karmelitanki z Oświęcimia zostaną przeniesione poza obręb obozu. Tak zostało zadecydowane przez siedemnaście osobistości i żydowskich i katolickich, zgromadzonych za zamkniętymi drzwiami w niedzielę 23 lutego w rezydencji Edmunda Rothschilda w Pregny niedaleko Genewy, z zamiarem zakończenia polemiki wywołanej instalacją w październiku 1984 klasztoru w miejscu gdzie nazistowscy kaci przechowywali mordercze gazy oraz nadające się do spieniężenia ( ubrania, buty etc.) ich ofiar.
Pomimo "deklaracji oświęcimskiej" podpisanej przez władze katolickie i żydowskie dnia 22 lipca 1986 w Genewie, spotkanie w Pregny zostało otwarte w atmosferze niepokoju. W przemówieniu zagajającym prof.Ady Steg. prezydent Światowego Zjednoczenia Żydowskiego przypomniał, że założycielka klasztoru twierdziła, iż karmelitanki nie opuszczą swego klasztoru obecnego oraz, że nie miały bynajmniej zezwolenia żydowskiego, jako że "nie są zainteresowani Oświęcimiem, nie zbudowali tam pomnika i nie umarli tam".
Na te wywody prof. Steg odpowiedział tak; "My którzyśmy przeżyli, jesteśmy rzecznikami /.../ i dodam zastępcami nieobecnych sześciu milionów naszych braci, których marzenia zostały brutalnie zduszone. Dźwigamy ciężki i cenny i święty ciężar ich pamięci /... / Oświęcim jest symbolem niejednego wydarzenia, lecz jednej rzeczy: tej rzeczy nie do pojęcia nie do pomyślenia i nie do wyrażenia jaką jest Shoah / Holokaust/ .
Orędzie żydowskie zostało wysłuchane w szczególności przez kard. Macharskiego, biskupa krakowskiego, a więc diecezji obrębie której znajdują się pozostałości, obozu zagłady w Oświęcimiu. Jego stanowisko jakby się zbliżyło do stanowiska swych odpowiedników zachodnich w ciągu kilku ku miesięcy, zwłaszcza od czasu, gdy udał się do Jerozolimy, by skupić się przy memoriale Jad Waszem poświęconym ofiarom Shoah. Ze swej strony kard. Decourtray arcybiskup Lyonu oświadczył , ze jest bardzo szczęśliwy i bardzo ulżony jako że przybył "zaniepokojony" na to zebranie, któremu przewodniczył Theo Klein, prezydent Rady Reprezentacyjnej Instytucji żydowskich we Francji - CRIF.
Delegacja katolicka. w której brał udział również kard. Lustiger, arcybiskup Paryża, zobowiązała się do utworzenia "poza obszarem Oświęcim -Brzezinka" ośrodka informacji i modlitwy przeznaczonego do "podsycania wymiany poglądów między kościołami europejskimi na temat Shoah oraz także na temat męczeństwa polskiego", jak również "żeby przeciwstawiać się dezinformacji i banalizacji Shoah i przeciw rewizjonizmowi". Jeśli chodzi o karmel to znajdzie on pomieszczenie w nowym ośrodku przeznaczonym, by popierać dialog między żydami a chrześcijanami mając na uwadze uczucia wyrażone w sposób uzasadniony przez delegacją żydowską" . W konsekwencji nie powinien mieć miejsca stały kult katolicki na terytorium obozów zagłady. Kard. Macharski zobowiązał się do czuwania nad realizacją tak ustalonego projektu, zaś dygnitarze katolicy zachodni ze swej strony zobowiązali się do zgromadzenia środków po­trzebnych na ten cel i do realizacji projektu w ciągu 24 miesięcy.
Reprezentanci judaizmu,którzy domagali się tylko terminu dwunastu miesięcy, zgodzili się na przedłużenie, gdy rozmówcy zwrócili im uwagę, że w Polsce sprawy się toczą powoli.
Wszyscy uczestnicy zebrania ocenili, że doszli do wspólnego porozumienia, by "podkreślić" szczególny aspekt Shoah wśród tragedii hitlerowskiej, która tak ciężko poraniła narody Europy, zwłaszcza naród polski, jak również aby uznano tożsamość oraz wiarę każdego mężczyzny lub kobiety za życia oraz po śmierci".
Kard. Lustiger został zobowiązany do zdania sprawy papieżowi z niniejszego zebrania.
Izabella Vishnic
/1/ Osobistości katolickie: Kard. Daneels /Belgia/, kard. Decourtray /Iyon/, kard. Lustiger /Paryź/. kard. Macharski Kraków/, ojcowie Dujardin, Dupuy. Musiał i Turowicz /swiecki/. Osobistości żydowskie: wielki rabin Sirat. pp. Gerard Riogner / Światowy Kongres żydowski/, Ady Steg /prezydent Światowego Zjednoczenia Izraelickiego/ , Theo Klein / prezydent CRIF, Chock prezydent konsystorza izraelskiego w Belgii, Ehrlich / przedstawiciel na Europę Bnai Brith międzynarodowego/. Tardes / prezydent rady konsultacyjnej organizacji żydowskich w Belgii/, pani Sabina Reitmann /zobowiązana do koordynacji/ oraz Hoffenberg / delegat Bnai Brith przy UNESCO.
Le Monde
Tlum H.M .KSC1995
Powyżej, kopie tłumaczenia, tłumacz Helena M. więźniarka oświęcimska, jedna z pierwszych, które osadzono w obozie. Była to kara za przewożenie cudzego listu, który zawierał niewłaściwe treści.
11 stycznia 1987 - Jan Błoński publikuje na łamach „Tygodnika Powszechnego" artykuł pt. Biedni Polacy patrzą na getto, w którym oskarża Polaków o współpracę z Niemcami w zagładzie Żydów.
22 lutego 1987 - w Genewie miało miejsce drugie spotkanie delegacji katolickiej i żydowskiej w sprawie Oświęcimia. Obie delegacje przyjechały w rozszerzonym składzie. Kościół katolicki reprezentowali: kard. Godfried Danneels, kard. Albert, kard. Jean Marie Lustiger, kard. Franciszek Macharski, bp Kazimierz Górny (sufragan krakowski), o. Bernard Dupuy i o. Jean Dujardin (członkowie Komisji Episkopatu Francji ds. Dialogu z Judaizmem), oraz ks. Stanisław Musiał SI i Jerzy Turowicz. Ze strony żydowskiej w spotkaniu udział wzięli: Tullia Ze vi, Rene Samuel Sirat, Theo Klein, Marcus Pardes, Ady Steg, Sam Hoffenberg - stały delegat loży masońskiej B'nai B'rith przy UNESCO w Paryżu, Ernest Ehrlich - przedstawiciel B'nai B'rith na Europę, Gerard Riegner - reprezentant Międzynarodowego Komitetu Żydowskiego dla Konsultacji Międzyreligijnych oraz Georges Schnek - przewodniczący konsystorza izraelskiego w Belgii. Zdaniem bpa Górnego (obecny ordynariusz diecezji rzeszowskiej), który jako jedyny nie podpisał wspólnej Deklaracji, w Genewie przeforsowany został punkt widzenia jednej strony. We wspólnie zredagowanej Deklaracji strona katolicka zobowiązała się do „,stworzenia ośrodka informacji, wychowania, spotkań i modlitwy". W drugim punkcie jest mowa o tym, że nowy ośrodek „zostanie stworzony poza obszarem obozów Auschwitz i Birkenau. W Deklaracji wymienia się też cele mającego powstać ośrodka: „walka z dezinformacją i banalizacją shoah oraz z rewizjonizmem' „ przyjmowanie grup odwiedzających obozy w celu uzupełnienia ich informacji „popieranie spotkań miedzy żydami i chrześcijanami „. Najważniejsza jest jednak końcowa część Deklaracji w której czytamy: „Ustanowienie tego Ośrodka stanowi kontynuację i konsekwencję zobowiązań podjętych w czasie spotkania w Genewie w dniu 22 lipca 1986 r. Zakłada ono, ze inicjatywa modlitwy Sióstr Karmelitanek znajdzie w tym nowym kontekście swoje miejsce, swoje potwierdzenie i swój prawdziwy sens i że będzie to świadczyć o uwzględnieniu uczuć słusznie wyrażonych przez delegację żydowską. Nie będzie więc stałego miejsca kultu katolickiego na terenach obozów Auschwitz i Birkenau. Każdy będzie mógł się tu skupić zgodnie z własnym sercem, własną religią i własną wiarą". W punkcie czwartym jest mowa o tym, że kard. Macharski „będzie czuwał nad realizacją projektu" oraz., że będzie on „powiadamiał przewodniczącego Theo Kleina o postępach w realizacji tego projektu".
25 lutego 1987 - kardynał Macharski w krótkim przemówieniu wygłoszonym przez Radio Watykan uzasadniał cele powstania ośrodka, prosił też siostry karmelitanki o modlitwę „żeby Pan Bóg pobłogosławił temu wielkiemu zamierzeniu”.
18 stycznia 1988 - prowincjał karmelitów bosych o. Dominik Wider wystosował list do wszystkich członków zakonu karmelitańskiego w Polsce. Pisał:
„Od dłuższego czasu nasilają się złośliwe ataki żydowskie oraz nacisk moralny kard. Franciszka Macharskiego na nasze Siostry w Oświęcimiu, by same dobrowolnie wyraziły zgodę na przeniesienie się w inne miejsce. Argumentuje się miłością bliźniego, nieprzeszkadzaniu w dialogu Kościoła z Żydami, niedawaniu podstaw do ataku na Ojca świętego i Kościół w Polsce. (...) Złożyłem protest u ks. kard. Macharskiego, a także u przedstawiciela strony zachodniej, ks. kard. Lustigera. Odwołałem się także do N.O. Generała. Pragnę powiadomić, że prawie wszyscy biskupi krakowscy są oburzeni na ten nacisk wywierany na Siostry. Podobnie myśli duchowieństwo Oświęcimia i jego okolic, a także wielu wiernych. Wszyscy oni uważają, że Siostrom dzieje się krzywda oraz że Siostry powinny trwać w obecnie zajmowanym klasztorze - swojej własności. Proszę wszystkich naszych Braci i Siostry I, II, III Zakonu o modlitwę w intencji Sióstr, by Pan je umacniał, ochraniał i bronił. W nim, w Niepokalanej Dziewicy Karmelu i św. Józefie cała nasza nadzieja".
24 czerwca 1988 - podczas wizyty w Austrii Jan Paweł II poparł powstanie ośrodka. Papież powiedział: „Spośród wielorakich inicjatyw, jakie w duchu Soboru podejmowane są dzisiaj na rzecz dialogu żydowsko-chrześcijańskiego, pragnę wskazać na powstający w Polsce ośrodek informacji\ wychowania spotkań i modlitwy.”
26 lipca 1988 - na Żwirowisku należącym do klasztoru sióstr karmelitanek ustawiono krzyż. Inicjatorem ustawienia krzyża był ks. Stanisław Górny, brat biskupa rzeszowskiego Kazimierza Górnego i były proboszcz parafii św. Maksymiliana Męczennika w Oświęcimiu. Ks. S. Górny wspominając tamto wydarzenie powiedział:
„Byli więźniowie prosili nas, księży, żeby to miejsce, znajdujące się poza obozem, uczcić symbolem wiary katolickiej. Siostry karmelitanki bose, znajdujące się już wówczas w oświęcimskim klasztorze od 1984 r., zgodziły się na ustawienie krzyża”
27stycznia 1989 - metropolita krakowski kardynał Macharski skierował do wiernych w Oświęcimiu specjalny list, w którym poparł usunięcie sióstr z zajmowanego od 1984 r. klasztoru. Kardynał napisał, że „siostry będą wypełniać swoje powołanie w ich własnym nowym klasztorze, gdy tylko zostanie on wybudowany na wydzielonym terenie w obrębie Centrum, z którym siostry będą pozostawały w duchowej łączności.”
14 lutego 1989 - arcybiskup Lyonu, kardynał Decourtray wystosował list do przewodniczącego Rady Przedstawicielskiej Instytucji Żydowskich we Francji i Europejskiego Kongresu Żydowskiego Theo Kleina. W swym liście Kardynał przeprasza środowiska żydowskie za niedotrzymanie zobowiązań genewskich. Poza przeszkodami natury administracyjnej w budowie nowego klasztoru i Centrum, kard. Decourtray wskazuje „na trudności związane z polską opinią publiczną i narodową W liście Kardynała znalazły się też fragmenty obrażające siostry karmelitanki, które rzekomo wyraziły zgodę na opuszczenie klasztoru. W liście czytamy:
„Dzisiaj siostry zaakceptowały decyzję budowy nowego klasztoru. Akceptacja ta stanowi fakt najwyższej wagi. Siostry osiadły w Oświęcimiu, aby się modlić za zmarłych. Ten ich gest w żaden sposób nie wyrażał lekceważenia męczeństwa narodu żydowskiego. Obecnie, w sposób nieodwołalny zaakceptowały decyzję przeniesienia klasztoru, rozumiejąc wyrażoną przez ich arcybiskupa intencję Kościoła katolickiego, by uszanować shoah. Pragną one przez ten akt posłuszeństwa przyczynić się do postępu w stosunkach między żydami i katolikami3 realizują w ten sposób życzenie Soboru Watykańskiego II zawarte w „Nostra aetate" i przyjmując postawę, do jakiej nieustannie wzywa Papież Jan Paweł II". Na koniec Kardynał zapewnia Żydów, iż wkrótce „zwróci się z prośbą do przełożonego generalnego zakonu karmelitów o podjęcie kroków w celu prowizorycznego przeniesienia sióstr w oczekiwaniu na ukończenie nowego klasztoru”.
9 marca 1989 - za przeniesieniem sióstr do nowego klasztoru opowiedział się także Episkopat Polski. W komunikacie Episkopatu czytamy: „biskupi polscy uznają wielką ważność realizowanego przez metropolitę krakowskiego kard. Franciszka Macharskiego Centrum Informacji, Wychowania, Spotkań i Modlitwy, które ma obejmować również nowy klasztor sióstr karmelitanek”.
17 maja 1989 - Wyżsi Przełożeni Zakonów Męskich w Polsce, zebrani na spotkaniu plenarnym w dniach 16-17 maja 1989 r. w Warszawie sprzeciwili się usunięciu sióstr karmelitanek z zajmowanego klasztoru. „Jesteśmy głęboko przekonani, że klasztor Karmelitanek Bosych, który jest ich własnością, znajduje się na właściwym i godnym miejscu w naszej Ojczyźnie i nie narusza niczyich praw i nikogo nie krzywdzi" - napisali Wyżsi Przełożeni Zakonów Męskich w Polsce.
14 lipca 1989 - sześciu członków Związku Studentów Żydowskich USA na czele z rabinem Avi Weissem wtargnęło na teren klasztoru karmelitanek. Przyjechali oni z grupą dziennikarzy i ekipą telewizyjną. Jeden ze świadków zdarzenia tak opisał to wydarzenie: „Tymczasem rozpoczęli oni (Żydzi - przyp. S.C.) próby wyważenia drzwi wejściowych. Gdy nie udało się to, poprzestali na dobijaniu się przeskoczyli też boczne parkany pomiędzy dziedzińcem a ogrodem, usiłując dostać się do środka przez okna (zakratowane), wygrażali też pięściami, krzyczeli”.
16 lipca 1989 - kolejne najście grupy Żydów. „Odziani w ubrania imitujące pasiaki z gwiazdą Dawida i tym razem przeszli przez ogrodzenie, ale po odbyciu rytualnych modlitw i spokojniejszych nieco protestach sami opuścili teren klasztoru. Mimo jednak stosunkowo spokojnego przebiegu protestu, życie klasztoru było przez kilka godzin całkowicie sparaliżowane".
22 lipca 1989 - przed budynkiem Karmelu manifestują Żydzi z Belgii, przeskakują przez płot, odczytują protest i dmą w barani róg.
22 lipca 1989 - w trzecią rocznicę podpisania deklaracji „Zahor" kard. Decourtray przeprosił Żydów za opóźnienia w budowie Centrum. Kardynał w specjalnym komunikacie napisał: „Prosimy naszych partnerów Żydów, by wybaczyli nam to opóźnienie, spowodowane rzeczywistymi przeszkodami, z których powagi nie zdawał sobie sprawy żaden z sygnatariuszy porozumienia.”
8 sierpnia 1989 - kardynał Macharski wydał komunikat, w którym ubolewa nad zachowaniem niektórych środowisk żydowskich prowadzących „gwałtowną kampanię oskarżeń i pomówień, obraźliwą agresję nie tylko słowną, co się przeniosło na teren Oświęcimia". Dodał też, że „tego typu postawy i działania uniemożliwiają mi dalszą realizację budowy Centrum Kardynał kończy słowami: „Stoimy na stanowisku, jakie Kościół zajął w stosunku do Żydów na Soborze Watykańskim II, potwierdzonym dalszymi postanowieniami Stolicy Apostolskiej”
11 sierpnia 1989 - kard. Decourtray zapewnił Żydów, że „decyzja genewska nie zostanie zakwestionowana”.
26 sierpnia 1989 - Prymas Polski, kardynał Józef Glemp wygłosił na Jasnej Górze homilię w której bronił sióstr karmelitanek. Kardynał powiedział m.in.: „Kochani Żydzi, nie rozmawiajcie z nami z pozycji narodu wyniesionego ponad wszystkie inne i nie stawiajcie nam warunków niemożliwych do wypełnienia. Siostry karmelitanki, mieszkające obok obozu w Oświęcimiu, chciały i chcą być znakiem tej ludzkiej solidarności, która obejmie żywych i umarłych. (...) Waszą potęgą są środki społecznego przekazu, będące w wielu krajach do waszej dyspozycji. Niech one nie służą rozniecaniu antypolonizmu. Niedawno oddział siedmiu Żydów z Nowego Jorku dokonał napaści na klasztor w Oświęcimiu, wprawdzie nie doszło do zabójstwa sióstr lub zniszczenia klasztoru, bo zostali powstrzymani, ale nie nazywajcie napastników bohaterami".
2 września 1989 - kardynał Glemp w wywiadzie dla „La Republica" wystąpił w obronie sióstr karmelitanek. Wyraził też opinię, iż tzw. umowa genewska musi być renegocjowana, gdyż osoby, które ją podpisały były niekompetentne.
3 września 1989 - kardynałowie Godfried Danneels, Albert Decourtray, Jean Marie Lustiger oświadczyli, że „kard. Glemp, gdy mówił o renegocjacjach porozumienia genewskiego, mógł wyrażać jedynie swój osobisty punkt widzenia".
6 września 1989 - przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Dialogu z Judaizmem bp Henryk Muszyński wydał komunikat, w którym zapewnia o realizacji Deklaracji Genewskiej.
15 września 1989 - kard. Glemp przyjął Zygmunta Nissenbauma. W komunikacie
📷
Spotkanie prymasa Glempa z Zygmuntem Nissenbaumem (1989)
Sekretariatu Prymasa Polski napisano: „Podczas rozmowy zarysował się projekt zadowalającego rozwiązania sporu oświęcimskiego, co będzie prowadzone dalej przez odpowiedni zespół, który zajmie się konkretną realizacją budowy centrum informacji, wychowania, spotkań i modlitwy w Oświęcimiu”.
19 września 1989 - przewodniczący Komisji Stolicy Apostolskiej ds. Stosunków Religijnych z Judaizmem, kardynał Johannes Willebrands oświadczył, że „Stolica Apostolska jest gotowa wnieść swój własny udział finansowy na to, ażeby wesprzeć realizację "budowy Centrum i nowego klasztoru sióstr karmelitanek”
📷
Rabin Joskowicz z wizytą u Prymasa (1989)
20 września 1989 - kard. Glemp wystosował list do Sigmunta Sternberga - przewodniczącego Międzynarodowej Rady Chrześcijan i Żydów, w którym zapewnił, że pragnie „dotrzymać warunki Deklaracji Genewskiej z 1987 r. i dlatego chętnie przystąpi do dialogu między Chrześcijanami i Żydami”.
21 września 1989 - przewodniczący Międzynarodowej Rady Chrześcijan i Żydów Sigmunt Sternberg powiedział: „Stwierdziłem, że Glemp jest gotów słuchać”
29 września 1989 - kard. Glemp napisał list do Zygmunta Nissenbauma w którym, przy okazji życzeń na żydowski Nowy Rok 5750, po raz kolejny poprał budowę Centrum.
22marca 1990 - rejestracja Krakowskiej Fundacji Centrum Informacji, Wychowania, Spotkań i Modlitwy w Oświęcimiu.
30 listopada 1990 -W 25. rocznicę soborowej deklaracji Nostra Aetate Episkopat Polski opublikował list pasterski piętnujący „polski antysemityzm". List odczytano 20 stycznia 1991 r.
25 stycznia 1991 - Ojciec Generał Zakonu Karmelitów Bosych, o. Felipe Sainz de Baranda napisał list do przełożonej sióstr karmelitanek w Oświęcimiu, s. Heleny Hadziewicz w którym polecił, by siostry przeniosły się do budowanego przy Centrum nowego klasztoru.
29 września 1991 - podczas wizyty w USA kard. Glemp spotkał się z Żydami. Przed wizytą w Spertus College of Judaica w Chicago Kardynał zdjął z piersi krzyż. Rabin Byron L. Sherwin po spotkaniu z Prymasem Polski powiedział:
„Kardynał Glemp przyszedł do nas bez krzyża na piersi. Myślę, że ten symboliczny gest był bardzo znaczący, pokazujący klasę Prymasa, który nie chciał niczym urazić swoich gospodarzy”.
9 kwietnia 1993 - w Wielki Piątek Jan Paweł II, za pośrednictwem bpa Tadeusza Rakoczego, napisał list do sióstr karmelitanek w którym nakazuje im „z woli Kościoła" przenieść się „w inne miejsce w tym samym Oświęcimiu".
23 maja 1993 - siostry karmelitanki przejęły na własność dotychczasową dzierżawę wieczystą.
24 maja 1993 - cztery siostry przeniosły się do nowego klasztoru, wybudowanego nieopodal Centrum.
📷
Klasztor Karmelitanek w dniu wyrzucenia ich z ich własnej nieruchomości (konsekrowanego domu zakonnego).
Foto Krzysztof Cierpisz.
8 czerwca 1993 - matka Maria Magiera wydzierżawiła odpłatnie budynek klasztorny na 30 lat Stowarzyszeniu Ofiar Wojny.
24 czerwca 1993 - matka Maria Magiera oraz Stowarzyszenie Ofiar Wojny poddzierżawiło część budynku klasztornego Fundacji Wioski Dziecięcej „Maja".
29 czerwca 1993 - próba przejęcia terenu sióstr karmelitanek przez władze RP . Prezydent Oświęcimia rozwiązał umowę dzierżawy pomiędzy klasztorem a Stowarzyszeniem Ofiar Wojny i zarządził jej odebranie Klasztorowi Sióstr Karmelitanek. M. Maria Magiera złożyła odwołanie; sąd zawiesił postępowanie.
30 czerwca 1993 - ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej bp Tadeusz Rakoczy ogłosił desakralizację kaplicy klasztornej.
6 lipca 1993 - ostatnie karmelitanki, wraz z siostrą przełożoną opuściły klasztor i wyjechały do klasztoru w Poznaniu.
8 sierpnia 1993 - przełożona sióstr karmelitanek wydzierżawiła klasztor i teren Żwirowiska Stowarzyszeniu Ofiar Wojny.
21-24 listopada 1993 - siostry karmelitanki przyjechały do swego nowego klasztoru w Rzeszowie.
17 sierpnia 1994 - manifestacja rabina Weissa i grupy kilkunastu Żydów z USA w Oświęcimiu. Weiss zakomunikował, że jego protest skierowany jest „jedynie" „przeciw polskiemu rządowi, polskiej hierarchii kościelnej i Watykanowi”. Najpierw protestowano przed kościołem Matki Bożej Królowej Polski w Oświęcimiu - Brzezince, który Żydzi uważają za dawną siedzibę komendantury obozowej. Po obklejeniu kościoła tekstem umowy genewskiej i symbolicznym zamknięciu świątyni (manifestanci zablokowali wejście do kościoła), Żydzi udali się w kierunku byłego klasztoru karmelitanek. Tam domagali się usunięcia z terenu Żwirowiska krzyża papieskiego. Na płocie okalającym teren byłego klasztoru Żydzi rozwiesili transparent głoszący, że jest to „żydowski cmentarz, a nie miejsce dla krzyża". Rabin Weiss oznajmił też, że „zamienianie najbardziej przerażających miejsc zagłady w kościoły i stawianie olbrzymich krzyży jest absolutnie nie do przyjęcia”.
22 grudnia 1994 - prowincjał karmelitów bosych, o. Benignus Józef Wanat wystosował list do bpa Kazimierza Nycza w którym w zdecydowany sposób broni krzyża i własności sióstr karmelitanek. O. Wanat pisał: „Nie powiedzieliśmy sobie szczerze o najważniejszym - ideowym wymiarze sprawy. Jest nią zorganizowana walka o Krzyż Chrystusowy. Z powodu tej walki siostry zostały zmuszone do odejścia ze Starego Teatru. Nakłaniano je, że powinny ze sobą zabrać Krzyż z miejsca egzekucji licznych Polaków dokonywanych przez hitlerowców. One tego nie mogły zrobić, gdyż uważały to za zdradę wiary i zaparcie się Krzyża na miejscu męczeństwa naszych rodaków. Oskarżono mnie, że udzieliłem zezwolenia poprzedniej przełożonej na wydzierżawienie majątku «skompromitowanemu człowiekowi». Nie wypieram się tego (...). Utworzenie w pomieszczeniach klasztoru archiwum było najmniej kontrowersyjne (...). Nie mogłem natomiast się zgodzić na prośbę aktualnej przełożonej na rezygnację z tytułu własności zakonnej do nieruchomości, na której stoi Krzyż (...). Takie przyzwolenie na oddanie terenu w nieodpowiedzialne ręce zawierałoby implicite zgodę na usunięcie Krzyża i oddanie terenu wrogom Kościoła. Dla wiernych byłoby to równoznaczne ze zdradą Chrystusa i zaparciem się wiary (...). Jestem też przekonany, że siostry zakonne w swej prostocie i łatwowierności są manipulowane i nie biorą pod uwagę wartości i potrzeby obrony znaku Krzyża”.
29 grudnia 1994 - matka Maria Kądziołka zwróciła się do szefa Urzędu Rady Ministrów z prośbą o rozpoczęcie postępowania w celu refundacji Siostrom kosztów poniesionych w latach 1984-1993 dla przeprowadzenia remontu kapitalnego tzw. starego teatru. Prośba pozostała bez odpowiedzi.
25 stycznia 1995 - kolejny protest grupy rabina Weissa przed kościołem Matki Bożej Królowej Polski w Oświęcimiu-Brzezince oraz przed byłym klasztorem sióstr karmelitanek. Żydzi ponownie domagali się likwidacji kościoła parafialnego w Oświęcimiu-Brzezince i usunięcia krzyża ze Żwirowiska.
marzec-kwiecień 1996 - Żydzi rozpętują spór o tzw. strefę ochronną wokół byłych obozów w Oświęcimiu i Brzezince. Od polskich władz domagają się oni zaprzestania budowy sklepów i punktów usługowych, a nawet, likwidacji wszelkich budynków mieszkalnych w promieniu 0,5 km od byłych obozów koncentracyjnych.
4 lipca 1996 - laureat nagrody Nobla, Eli Wiesel będąc w Polsce powiedział, że „obecność krzyży na świętej ziemi pokrywającej niezliczone żydowskie ofiary w Birkenau była i pozostaje obelgą.”
15 stycznia 1997 - matka Maria Kądziołka wypowiedziała Stowarzyszeniu Ofiar Wojny umowę dzierżawy, m.in. z racji niepłacenia czynszu.
16 lipca 1997 - siostry złożyły wniosek do Wydziału Ksiąg Wieczystych Sądu Rejonowego w Oświęcimiu o wykreślenie wpisu o dzierżawie w księdze wieczystej. Decyzją Sądu Rejonowego wpis został wykreślony, lecz wkrótce później postanowienie to anulował Sąd Wojewódzki w Bielsku Białej.
3 grudnia 1997 - z terenu byłego obozu niemieckiego w Brzezince usunięto krzyże, które stały tam od 1983 r. Zostały one przeniesione do oświęcimskiego kościoła p.w. św. Józefa Robotnika. Na przeniesienie krzyży wyraziła zgodę kuria diecezji bielsko-żywieckiej oraz Ministerstwo Kultury i Sztuki. Zdaniem ks. Romana Indrzejczyka (delegacja do Katynia przyp. K.C.) z parafii Dzieciątka Jezus w Warszawie przeniesienie krzyży z Brzezinki

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.06.26 23:02 Arald98 Moja siostra była na medycynie, ale Jerzy Zięba ją nawrócił…

Altmedy – to dla Was. Na request jednego z ananiaszy. Moja siostra (lat 23) była całkiem spokojną i pracowitą dziewczyną. Studiowała medycynę, ciężko zakuwała po nocach, regularnie uczęszczała na wykłady, nauka ją pasjonowała, chciała nieść pomoc innym, co w połączeniu z jej olbrzymim głodem wiedzy dawało szansę na interesujące, męczące, ale satysfakcjonujące życie. Byłem z niej dumny, podobnie jak rodzice. Miała dobre wyniki i z olbrzymim zapałem opowiadała o nowych rzeczach, które poznawała na zajęciach. Oczywiście nic nie rozumiałem i zawsze patrzyłem na nią wymownym wzrokiem, prosząc o wyjaśnienie jakiejś kwestii, którą akurat omawiają na wykładach, w sposób zrozumiały dla osoby niezwiązanej z tematem. Ona wtedy starała się jak tylko mogła, używała porównań, rezygnowała z trudnych wielosylabowych słów, które dla niej stały się normą. Chciała skończyć studia i ruszyć na specjalizację. Zdecydowała, że wybierze wtedy albo onkologię, albo radiologię, albo kardiochirurgię, zależy, gdzie będzie mogła. Miała plany, ambicje i zapał. No i się spierdoliło, ku olbrzymiej żałości całej rodziny. Ale zacznijmy od początku. Na ostatnie święta przyjechał do nas wujek. Rodzice go bardzo lubili. Ja niespecjalnie. Rzucał nieustannie żarty, które wywoływały u mnie srogi cringe, zwłaszcza te o kobietach. Wujek Tadzio zawsze śmieszkował. To były pierwsze święta spędzone z nim od czasu, gdy moja siostra zaczęła studia medyczne. Postanowił zatem przygotować dla niej specjalny prezent. Podarował jej książkę zawiniętą w ozdobny papier i zaznaczył, żeby go rozerwała dopiero wtedy, kiedy on wyjedzie. Nie mogłem specjalnie domyślić się, co za prezent wujcio wymyślił dla Dorotki. Rzucił tylko „HEHE NO TO CIEKAWE CO POWIESZ NA PEWNO WIĘCEJ SIĘ Z TEGO DOWIESZ NIŻ Z TEGO TWOJEGO UNIWERKU HEHE”. Przypuszczałem więc, że książka była poświęcona czemuś lekarskiemu. „Jak czytać EKG”? Najnowsza „Biochemia Harpera”? A może farma – techniki odmierzania leków albo receptury? Żeby było jasne – lekarzem nie jestem, nie będę i być nie chcę. Ja po prostu widzę półkę na książki Dorotki i patrzę sobie czasami z nudów, co jest w nich napisane, ale po kilku stronach mam już dość. Więc mniej więcej ogarniam, jakie tytuły studenciaki czytają. Tadzio mimo wszystko był dosyć nieprzewidywalny. Zdarzało mu się, że zakładał na głowę czapkę z folii, pierdolił coś o reptilianach, wyrzucił całą elektronikę, żeby go „Zuckerberg nie śledził” (dzięki temu przynajmniej dostałem na własność niemal nietkniętego smartfona). Teraz chyba się już ogarnął i zrezygnował z tego poszukiwania spisku wszędzie, gdzie tylko się da. Tak czy siak, wujcio wyjechał, a siostra postanowiła otworzyć prezent. Byłem przy tym. Rozerwała papier i zobaczyliśmy okładkę, na której widniał tytuł: „Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie”. Od tego się zaczęło. Siostrzyczka zaczęła czytać sobie rano po kilka stron przed porannymi zajęciami. Wstawała wcześnie, więc mogła sobie pozwolić na krótkie czytanki. Nie znała autora książki, ja o nim nie wiedziałem nic, poza tym, że publikuje jakieś nudne filmy na YouTube. A też Dorotka chciała poczytać sobie coś lżejszego, coś, co jest związane z lekarskim fachem i nie jest ciężką literaturą medyczną. Mijały dni, coraz mniej ochoczo opowiadała o tym, czego się nauczyła. Coś ją tknęło, ja to czułem. Bałem się, że obniży sobie poprzeczkę, tak świetnie sobie radziła, dlaczego miałaby przestać? Więc sam zadawałem dużo pytań, chciałem wyciągać od niej wiadomości w nadziei na to, że znowu będzie taka, jak kiedyś. Zamykała się wtedy w pokoju i prosiła mnie, bym jej nie męczył. Gdy po jakimś czasie pukałem i wchodziłem, dostrzegałem ją leżącą na łóżku z „Ukrytymi terapiami” w rękach. Gdy pewnego dnia przyłapałem ją na masturbowaniu się do książki, wiedziałem, że coś jest nie tak. Stękała jak pojebana, słychać ją było na cały dom. Dorotka wstąpiła na Facebookową grupę poparcia dla pana Z., autora „Ukrytych terapii”. Rodzice nie mają Facebooka, więc tylko ja widziałem, co ona odpierdala. Zaczęła pisać posty na swojej tablicy, w których wychwalała wszelkiego rodzaju metody leczenia, które dla mnie, jako laika, wydawały się, delikatnie mówiąc, dziwne. Podam przykłady: wlewy z wody utlenionej, powiększanie cycków za pomocą hipnozy (kek), rezygnacja z Wi-Fi jako głównej przyczyny niepłodności u dziewczynek. Każdy taki post podpisuje klauzulką, że jest studentką medycyny, która postanawia dopuścić do swojej nauki metody niekonwencjonalne, jako zdrowsze, skuteczniejsze i w wielu przypadkach jedyne możliwe do zastosowania. Jej znajomi z uczelni zawsze rzucali pod takimi postami komentarze typu „stara, ogarnij się, obejrzyj se PubMed, przecież w tej bazie jest wszystko, co tylko wiadomo o współczesnych naukach medycznych, jak możesz takie bzdury głosić jako przyszły lekarz!?”. Ona z kolei odpowiadała bezsensownymi argumentami typu: „stary, obejrzyj se rosyjski film „Woda – wielka tajemnica”, może się nauczysz i też zaczniesz rozmawiać ze szklanką i jej dziękować, zanim weźmiesz łyka wody. Ludzie nie doceniają tej substancji i tego, że należy jej się szacunek, również werbalny”. Kontaktowała się z innymi ludźmi na grupce, którzy myślą podobnie, nawiązała znajomości, a kamraci traktowali ją jak autorytet, „lekarza, który się nawrócił”. Pachniało mi to lekkim sekciarstwem. Może przesadzam, nie wiem. To chyba normalne, że twój członek rodziny stawia na biurku szklankę wody, a następnie rozkłada specjalny dywanik na podłodze i oddaje naczyniu 14 pokłonów (sam liczyłem). Kiedy zaczyna się jakikolwiek shitstorm w komentach pod kontrowersyjnymi postami Dorotki, natychmiast pojawia się typ albo dwóch którzy biorą jej stronę, zarzucając oponentom niedouczenie, ignorancję, wyzywając ich od „kitli”, „prowacków”, „sprzedajnych trybików w machinie” oraz stosując inne prymitywne formy argumentacji. Kiedy studenci medycyny bronili swoich racji, prosili o jakiekolwiek dowody, przedstawiali własne, to altmedowcy pisali tylko „on pisząc swoją książkę korzystał z wyników badań opracowanych przez lekarzy i elo”, po czym pisali sobie wzajemnie teksty w stylu „ale zaorane, łoooooooo”. Oczywiście młodzi studenci nie dawali za wygraną, zarzucali wybiórcze traktowanie dowodów, negację wyników badań wskazujących na generalny trend i inne fundamentalne błędy w myśleniu. Altmedowcy znowu wyzywali ich od „kitli” i koło się zamykało. No może nie do końca, czasami wpierdalali jakiś dowód anegdotyczny – „płukałam nosek mojej córeczki perhydrolem, trochę postękała, popłakała się biedna, ale zadziałało – katarek minął”! Na tym nie koniec. W domu również dochodziło do nieprzyjemnych sytuacji. Dorotka uparcie mówiła, że nie chce więcej studiować medycyny, chce się zająć bioenergoterapią. Rodzice, na początku zdziwieni, próbowali przemówić jej do rozumu. Co się stało z moją siostrą? Tak bardzo chciała być lekarzem! A teraz chce naciągać Bogu ducha winnych ludzi z większą liczbą zer na koncie niż ilorazem inteligencji tylko po to, żeby pomachać nad ich głowami rękami, odmówić zdrowaśkę od tyłu i wyciągnąć pięć stów za półgodzinną sesję. „Nie nie!” – zapewniała mnie Dorotka – „ja będę jeszcze oferować usługi zdalne: z mojego pokoju będę wysyłać lecznicze wibracje automatycznie po zaksięgowaniu przelewu”. Sytuacja robiła się lekko denerwująca. Mama postanowiła pewnego razu wziąć mocne lekarstwa przeciwbólowe, gdyż strasznie bolał ją brzuch. Ciężko znosi biedaczka okres, nie może wyjść z domu, czasami nawet nie chce się podnieść z łóżka. Już zbliżała rękę do ust, by połknąć tabletkę, a tu jak Dorotka zaraz nie pierdolnie i nie wybije pigułki matce sprzed nosa drąc się „MATKA CO TY ROBISZ CHCESZ SIĘ ZATRUĆ I FINANSOWAĆ TYCH SKORUMPOWANYCH FARMACEUTÓW”? Mama tylko popatrzyła na nią jak na debilkę i wytrzeszczała oczy, kiedy Dorotka z maniakalną miną zanurzyła własny włos z głowy w szklance wody, wyjęła go, energicznie wstrząsnęła szklanką, przelała pół zawartości do nowej, ponownie rozcieńczyła wodą, wstrząsnęła mieszaniną, znowu przelała pół, znowu rozcieńczyła, wstrząsnęła, znowu przelała pół, znowu rozcieńczyła, wstrząsnęła i podała obolałej matce do wypicia. „Córuś, a to zadziała”? „Lepiej niż zwykłe lekarstwa. Zaufaj mi, uczę się tego”. „No dobrze, zaufam ci, chociaż wątpię”. „Skoro tak, to poczekaj, wzmocnię efekt terapeutyczny”. W tym momencie Dorotka wsypała do swojej mikstury szczyptę soli i mieszała, aż się wszystko rozpuściło. „Wciąż nie rozumiem, córeczko, jak to ma mi pomóc”. „To kwestia rodzinnego konfliktu. Ja zawsze łagodnie miesiączkuję, bo oddajesz mi swoją energię, masz zakodowany w głowie program, by we wszystkim ulżyć swojemu dziecku, czy tego chcesz, czy nie. Przez włos zwracam ci tę energię”. Mama wypiła wodę z dodatkiem soli i położyła się zrezygnowana do łóżka. Brzuch nie przestał jej boleć. Następnego dnia wkurwiona wzięła tabletkę, kiedy Dorotka wyszła na zajęcia. Podobnych akcji było sporo. Tatełe nie mógł na przykład wziąć aspiryny, gdy się przeziębił. Obaj myśleliśmy, że wszystko przejdzie gładko, Dorotki nie było w domu. Kiedy tata wrzucił pastylkę do szklanki, usłyszeliśmy za oknem huk samochodu uderzającego w ścianę. Naszego samochodu. Zobaczyłem tylko, jak Dorotka wysiada z niego z furią na twarzy, usłyszałem tupot jej nóg po schodach, wpierdoliła się do mieszkania, wyważając drzwi, wtargnęła do kuchni i wylała zawartość szklanki taty do zlewu. Ojciec się wkurwił, zapytał się jej, co ona odpierdala, a ona odpowiada ze złością „JA TYLKO NAS PRÓBUJĘ RATOWAĆ OJCZE”! Nie odzywali się do siebie przez tydzień. W końcu moja siostra postanowiła, że wyjebie do śmieci wszystkie nasze leki. Od tego momentu w apteczce mieliśmy tylko dwie rzeczy – butelkę z lewoskrętną witaminą C i słoiczek z jakimś olejkiem eterycznym. Potem sobie ubzdurała, że chce kupić strukturyzator przywracający pamięć magnetyczną wody, „zgodną z polem magnetycznym Ziemi”, jak przeczytała na stronie internetowej produktu. Dla beki napisałem do Xiaomi, by opracowali podobne urządzenie. Opracowali, było mniejsze i bardziej poręczne, no i nie kosztowało dwa i pół tysiąca cebuli. Okazało się być zwykłym filtrem do wody BRITA z przyklejoną naklejką Xiaomi zasłaniającą oryginalny logotyp. Jestem pewien jednak, że i tak lepiej oczyszcza niż oryginalna maszyna. Potem wysłałem siostrze linka do nie-strukturyzatora, a jak ona nie wpierdala mi się do pokoju i z wyrazem totalnej furii na twarzy nie zaczyna szarpać mnie za koszulkę i drzeć ryja żebym sobie nie żartował „BO KURWA TO SĄ POWAŻNE SPRAWY, KIEDYŚ CI SIĘ DOSTANIE, WODA WSZYSTKO PAMIĘTA”! „I tak Xiaomi lepsze” – odparłem. A ona sprzedała mi liścia w policzek mówiąc, że „GÓWNO PRAWDA BO XIAOMI MA W SWOICH TELEFONACH ANTENY WI-FI”. Ja kisnę zupełnie, ona ryczy i trzęsie mną żebym przestał. Odgłosy szamotaniny ściągnęły ojca do pokoju, musiał nas rozdzielać siłą. Tego dnia zrozumiałem, że moja siostra stała się zwykłą fanatyczką altmedu. A ja tylko modlę się, żeby nikt w rodzinie nie zachorował na cokolwiek poważniejszego niż katar. Znaczy, należą wam się tutaj słowa wyjaśnienia. Dorotka nie zawsze sprawiała wrażenia zamkniętej na najnowsze osiągnięcia medyczne oszołomki, która zdecydowała się nie szczepić swoich dzieci, gdy będzie je miała, i która zadowala się prostackimi, nienaukowymi argumentami płynącymi z mądrych filmów z żółtymi napisami zamieszczonymi na YouTube, i która w imię fanatycznej wiary w witaminki leczące raka postanowiła się mentalnie cofnąć do czasów wczesnego średniowiecza, i która odprawia znachorstwa przed każdym posiłkiem, i która gotowa jest doświadczyć kontaktu z czwartą gęstością Wszechświata, i która ostatecznie rzuciła studia medyczne, by samodzielnie zgłębiać tajniki leczenia bioenergoterapią. Przepraszam, jeśli odnosiliście takie wrażenie do tej pory. Otóż przez chwilę był względny spokój. Siostra znalazła sobie inne zainteresowania, na przykład poznała twórczość Nosowskiej i z dużą dokładnością obserwowała jej Instagram. Mama patrzyła z radością, że Dorotka znalazła sobie inne zajęcie, a nie ciągle tylko ta alternatywna medycyna. W sensie, to nie ma nic wspólnego z moją miłością do Nosowskiej, bo to moja osobista sprawa, siostra sama po prostu obczaiła tę kobietę. Mama zapytała się kiedyś, skąd nagle takie zainteresowanie piosenkarką. Dorotka w odpowiedzi pokazała jeden z filmików na Instagramie, na którym Kasia podzieliła się swoim „tipem” do uprawy roślin ogrodowych – otóż wystarczy porządnie zapłakać nad naszymi grządkami, aby wszystko zaczęło bujnie rosnąć. Istotnie, ogródek Nosowskiej zmienił się nie do poznania. „Skoro u niej to zadziałało, to na pewno zadziała wszędzie, zaraz pójdę na dół i spróbuję”. Byłem przy tym, chciałem jej sprzedać kosę pod żebra za używanie prymitywnego dowodu anegdotycznego. Nic się nie zmieniło, ciągle ta sama altjebnięta Dorotka. Mama też to wyczuła. Westchnęła, rzekła „ja pas” i wyszła z pokoju. Opowiem Wam teraz o chyba kulminacyjnym momencie na drodze przejścia mojej siostry z porządnej studentki medycyny na… kurwa nie wiem, jak to to nazwać. Otóż była niedziela. Mama zrobiła obiad. Taki typowo polski, niedzielny obiadek – rosół, schabowy, ziemniaczki i surówka. Różnie jemy, ale wtedy rodzice nabrali ochoty na coś „klasycznego”. Ja schabowe lubię, więc chętnie przystałem na to. Siostra coś tupnęła, coś mruknęła, jednak też przystała. Ja pierdolę, zdelegalizować wegetarian. To nie ma nic wspólnego z jej nową ideologią, była wege od lat, bo mięso jej nie smakuje, jak sama zawsze powtarzała. Gotowanie, ubijanie, maczanie w bułce tartej i tak dalej. Zasiadamy do drugiego dania. Amciu amciu, mama spokojnie, tata łapczywie, dostrzegłem w jego oczach tę błogość, jaką odczuwa zawsze, gdy je coś tłustego i kalorycznego. Siostra babra się z mięsem, ale je. Ja również spokojnie, delektowałem się mięsem. I jak kurwa nagle siostra nie wstaje, do dzisiaj słyszę w myślach ten fanatyczny ryk, ściąga spodnie i majtki, wchodzi na stolik, kuca nad moim talerzem i bezprecedensowo wypróżnia się na niego. Ja odskakuję od stołu jak oparzony. Rodzice, siedzący naprzeciwko, patrzą się na córkę z szokiem, zamarli w bezruchu. Również zamarłem i patrzę, co się odpierdala. W końcu zrywam się z krzesła, krzyczę „CO TO KURWA MA BYĆ”? Kilka sekund ciszy. „GÓWNO” – odpowiada mi Dorotka. „GÓWNO, KTÓRE I TAK JEST LEPSZE NIŻ TE LEKI CO CI CHCE WCISNĄĆ BIGPHARMA”. Wszyscy odsuwamy się od stolika, ona wciąż kuca i z szyderczym śmiechem robi swoje. Kończy. Wstaje, nie przejmując się niczym zakłada z powrotem ubrania, otwiera okno i przez nie wyskakuje. Mama krzyczy „Moje dziecko”! Mieszkamy na trzecim piętrze, skok przez okno może się źle skończyć dla siostry. Podbiegamy do okna. Wychylamy się przez balkon. Spada z satysfakcją na twarzy i pokazuje nam środkowy palec. Już zbliża się do poziomu ziemi. Wtedy nadlatuje jakiś dziwny kształt, którego w ostatniej chwili chwyta się Dorotka. Podnosi ją w górę tak wysoko, że znowu jest na wysokości trzeciego piętra. Patrzę na latający obiekt i dostrzegam, że jest to człowiek. Kurwa, latający człowiek. Kończyny miał poukładane w coś na kształt swastyki. Dostrzegam twarz – to przecież dziadzia! Nie widziałem go od czasu, gdy połamał się w trakcie ćwiczeń jogi i spierdolił z domu. Uśmiecha się z wyższością, Dorotka jedną ręką trzyma się jego koszulki, a drugą wciąż kieruje w naszą stronę środkowy palec. Pokazuje nam język, pierdzi nim przez chwilę, po czym odlatuje z dziadkiem. Widzieliśmy tylko ich dwoje, jak odlatują za horyzont. Nigdy więcej już nie spotkałem mojej siostry. Wypierdoliliśmy z domu strukturyzator wody, wszystkie jej „leki”, książki ezoteryczne, na samym końcu znalazłem pod jej poduszką „Ukryte terapie”. Spaliłem je w lesie. Dym z ogniska miał zapach goździków i spirytusu salicylowego. Patrzyliśmy we troje, jak unosi się do nieba – ja, mama i tata. Poczułem silny ból na plecach, był tak mocny, że straciłem przytomność. Obudziłem się w szpitalu. Diagnoza lekarza – kamień nerkowy spowodowany zbyt dużą dawką witaminy C. Altmed ty kurwo.
submitted by Arald98 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2016.08.10 12:21 ben13022 Cappuccino z królem kairskich śmieciarzy. O biznesie, który daje 50 tys. zł miesięcznie.

To tutaj najgorsza profesja, zabbalini traktowani są trochę jak trędowaci w Indiach - omijani, pogardzani, niedotykalni. Ale nikt tego oficjalnie nie powie, po prostu żyją obok, są powietrzem, brudnym powietrzem.
Nie ma w Egipcie żadnych pojemników na recycling, to znaczy są, w turystycznych resortach przy drogich hotelach, ale i tam właściwie tylko na pokaz. Nikt ich nie traktuje poważnie.
W Aleksandrii stały kiedyś pojemniki na śmieci na nadmorskim bulwarze i w kilku parkach, ale wszystkie ukradziono. Od mniej więcej roku znowu są, na początku zamontował je na własny koszt McDonald's, później miasto dodało jeszcze trochę. Powoli znikają. Kradną biedacy, na metal, do skupów.
Touma ma wietnamski motorower z platformą. Na platformie dwa-trzy ogromne wory z przebranymi śmieciami, przede wszystkim plastikiem, papierem i potwornie cuchnącymi organicznymi resztkami. Wypatrujemy go z balkonu mniej więcej co tydzień, kiedy nazbiera się u nas pokaźna kolekcja plastikowych baniaków i butelek po wodzie mineralnej, gazet, opakowań i kartonów od żwirku dla kotów.
Touma zajeżdża na naszą uliczkę około południa, czasem sam, czasami z kolegą, odstawia pojazd i rusza na wielogodzinną penetrację okolicznych śmietników. Worki na platformie zostawia otwarte, schodzimy więc i wrzucamy do nich nasz cotygodniowy zbiór.
Przez kilka lat, wrzucając recykling do worów, tylko kiwaliśmy głową Toumie i jego koledze na powitanie, on podnosił dłoń i mruczał: szokran - dziękuję. Pewnego razu jednak Touma zwrócił się do mnie całkiem poprawną angielszczyzną, pytając o narodowość. Angielszczyzna egipskiego zbieracza śmieci natychmiast zapaliła u mnie lampkę w głowie: coś tu jest nie tak. Analfabetyzm w Egipcie sięga 30 proc., a wśród klasy robotniczej dużo więcej.
Piątek w krajach arabskich jest dniem wolnym, knajpy pełne są ludzi, a ulice pełne śmieci. Zaproponowałem mu, że przejdę się razem z nim. Wiedziałem, że się zaśmieje.
Trafił. Chałaga znaczy biały cudzoziemiec. Ironicznie, trochę jak w Polsce "Pepiczek". Gasus to szpieg. W Egipcie panuje obsesja szpiegów. Cudzoziemiec towarzyszący śmieciarzowi w pracy musi być szpiegiem albo dziennikarzem, a to bardzo blisko szpiega.
Jak zostaniesz śmieciarzem, to na całe życie
W niedzielę siedziałem na balkonie od rana, wiedząc, że "ta sama pora" w Egipcie nic nie znaczy, tutaj czas nie płynie liniowo jak na Zachodzie. Tutaj czas jest sługą człowieka. Wypatrywałem czerwonego pojazdu z workami, ale nie nadjeżdżał. Nagle zauważyłem jakiegoś faceta w dżinsach i jasnej marynarce machającego do mnie z miejsca, gdzie zazwyczaj parkował Touma.
Bo to był właśnie on. Wziąłem dyktafon i zszedłem na dół.
Nie poznałbym go nigdy na ulicy. Ogolony, pachnący, wąskie dżinsy, sportowa marynarka, T-shirt, wszystko uprasowane. Na Boga, na nogach miał wyglansowane brązowe drogie półbuty! W Aleksandrii wyglansowane drogie buty mają tylko basze - bogaci faceci.
Śmieciarze jak Touma nie pracują na etacie, ani państwowym, ani prywatnym. Działają sami. Według różnych wyliczeń dzięki ich pracy z aleksandryjskich i kairskich ulic znika od 70 do 90 procent wszystkich śmieci.
Przeżyłem kilka lat temu dwa kilkudniowe strajki zabbalinów i państwowej służby oczyszczania miasta. W środku lata, kiedy temperatura sięga 40 stopni. Był to koszmar gorszy niż rewolucja.
Bawwab to dozorca. Ale nie taki jak w Polsce. W Egipcie bawwab to człowiek instytucja. Pełni także funkcję strażnika, kuriera na posyłki, robotnika i opiekuna do dzieci.
Jestem rais zabbalin, czyli szef
Chwilę potem siedliśmy w nadmorskiej drogiej włoskiej kawiarni. Touma mnie tam zaciągnął, byłem zdumiony. Zamówił dwa podwójne cappuccino. Kawa w tej knajpie kosztuje horrendalne pieniądze, więcej nawet niż w Warszawie. Dopiero teraz zauważyłem na jego palcu złoty sygnet. No, wyglądał na złoty.
Przypomniał mi się Wiesław Wiernicki i jego książka "Wspomnienia o warszawskich knajpach", w której opisuje, jak przed II wojną portier nie wpuścił robotnika w eleganckim garniturze do drogiej warszawskiej restauracji.
Niestety, to po części smutna prawda. Ja ciągle jeszcze czasem mam kłopoty z odróżnieniem gorzej i lepiej urodzonych w Egipcie, ale Egipcjanie robią to wręcz automatycznie. Każdy tu wie, jak zwracać się do każdego, co komu wolno, co nie wobec "lepiej" czy "gorzej" urodzonego. Akcent, gesty, ruchy, mimika, aparycja, a przede wszystkim rysy twarzy określają i ustawiają w egipskiej drabinie społecznej człowieka niezwykle mocno. Ubranie jest rzeczą drugorzędną.
W czasie prawie ośmiu lat pobytu w Egipcie nie widziałem w przestrzeni publicznej ani jednego czytającego książkę człowieka. Raz jeden jedyny w mojej falafelowni kasjer czytał romans. W nielicznych księgarniach aleksandryjskich nie ma żadnej poważnej literatury. W Kairze jest lepiej, jest tam silna elita intelektualna, ale generalnie poziom czytelnictwa w tym 90-milionowym kraju jest bliski zera. Nie zawsze tak było, w latach 50. i 60. Egipcjanie czytali na potęgę, a socjalizujący prezydent Naser propagował wszelkie formy edukacji.
Historia zabbalinów sięga początków XX wieku, kiedy to do Kairu i Aleksandrii napłynęli w poszukiwaniu pracy mieszkańcy oazy Dahla leżącej na Pustyni Zachodniej. Znani jako wahija - muzułmańscy mieszkańcy oaz - zaczęli sprzątać borykające się z problemem śmieci przeludnione miasta, pobierając za to drobne opłaty od mieszkańców i właścicieli kamienic.
Ful to rodzaj gotowanego bobu - razem z chlebem stanowi najpopularniejszy i najtańszy egipski posiłek. Do dzisiaj sprzedawany za grosze z przenośnych wózków.
Świnie, nasze kochane świnie
Codziennie na aleksandryjskie ulice trafia ponad 3 tysiące ton śmieci. Część do kontenerów, a część prosto na ulice, tworząc góry odpadów. W weekendy, kiedy nie pracują państwowe służby oczyszczania, zabbalini mają najwięcej roboty.
Podobno pod względem wydajności w segregowaniu i utylizacji odpadów zabbalini nie mają sobie równych na świecie. Tylko śmieciarze z Bombaju i Manili osiągają podobne wyniki. Wydajność egipskich zbieraczy przewyższa szwajcarską.
Kiwnął głową.
W latach 30. i 40. XX wieku do Kairu i Aleksandrii napłynęła fala imigrantów koptyjskich z Górnego Egiptu. Oni to rozpoczęli w tych miastach hodowlę świń na większą skalę, sprzedając ich mięso licznym wtedy w Egipcie Europejczykom. Karmili je organicznymi odpadkami, które odkupowali od wahija, ale szybko ściągnęli ze wsi ubogich, bezrolnych Koptów, których zatrudnili jako zbieraczy organicznych resztek. To dlatego właśnie większość dzisiejszych zabbalinów to Koptowie.
W 2009 roku w Egipcie wykryto pierwsze przypadki świńskiej grypy. Ówczesny prezydent Egiptu Hosni Mubarak, bojąc się wybuchu epidemii, nakazał zabić wszystkie świnie w kraju - prawie 300 tys. sztuk. Niektórzy twierdzą, że zrobił to pod presją środowisk islamskich fundamentalistów, którzy nienawidzą świń jeszcze bardziej niż Koptów, Żydów i szyitów razem wziętych, i uważali, że świńska grypa to zemsta Allaha na nie dość religijnych Egipcjanach. Decyzja ta zaowocowała górami gnijących odpadów na ulicach, a przede wszystkim wywołała furię u zabbalinów i Koptów, hodowców świń. W koptyjskich dzielnicach dochodziło do demonstracji i starć z policją nazywanych czasem "świńską rewolucją", która - jak twierdzą niektórzy - dwa lata później przerodziła się w ogólnonarodową rewoltę i obalenie Mubaraka.
W Egipcie koszt wywozu śmieci wliczany jest w rachunek za prąd, są to ciągle bardzo małe pieniądze. Gdyby zreformować oczyszczanie egipskich miast, wprowadzić przymusowy recycling, większą liczbę kontenerów, zainstalować na ulicach kosze na śmieci, koszta wywózki odpadów wzrosłyby niepomiernie, a Egipt nie jest bogatym krajem. Mimo to władze egipskie w 2003 roku zakontraktowały firmy z Hiszpanii, Włoch i Francji do oczyszczania egipskich ulic. Nie zdało to jednak egzaminu, bo pociągało za sobą podwyższenie kosztów wywózki śmieci, a Egipcjanie nie chcą płacić za takie duperele. Zabbalini i tak za darmo wywiozą wszystko - mówią, ciskając śmieci na ulice, czasem nawet przez okna - i jeszcze będą zadowoleni, bo przecież z tego żyją.
Nikt tutaj nie myśli o środowisku naturalnym, to farmazony dobre na Zachodzie.
Trupy giną w oceanie śmieci
Szukałem wszystkiego, co dotyczyło plastiku i organiki. A, wiesz, to wszystko mogłem przeczytać tylko po angielsku, bo po arabsku to prawie nic nie ma. Spałem z rodziną na górze plastiku, wynająłem mały placyk i tam składowałem organikę, to jest taki smród, że normalny człowiek nawet tego sobie nie może wyobrazić. Zabbalini mieszkają obłożeni resztkami organicznymi, umierają od tego syfu, to jest jedna wielka choroba. Ja miałem swoje resztki kilkadziesiąt metrów od domu. W mieszkaniu tylko plastik, on jest niegroźny, i do tego tektura, trochę aluminium i metal, ale przede wszystkim plastik
Mam już kilku deweloperów
Fathalla to sieć aleksandryjskich supermarketów.
Chwila milczenia. Mój zabel macha na kelnera i zamawia dwa tiramisu, nawet nie pyta mnie, czy chcę.
Nagle zaczyna płakać, ale tylko przez chwilę, bardzo krótką chwilę. Nie wiem, co mam powiedzieć, milczę.
I on milczy. Tak siedzimy sobie i patrzymy na morze. Wzburzone.
Przyglądam się jego sygnetowi. Jest na nim koptyjski krzyż.
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,151082,19673257,cappuccino-z-krolem-smieciarzy-o-biznesie-ktory-daje-50-tys.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Przyjdźcie: utrudzeni, słabi - Ja pokrzepię was... Dzieckiem Bożym jestem ja - YouTube MOJA MŁODSZA SIOSTRA DECYDUJE O MOIM DNIU! MOJA MŁODSZA SIOSTRA JEST NIEWIDZIALNA PRANK - YouTube CZY DOBRZE SIĘ ZNAMY! - Z MOJĄ SIOSTRĄ! *ZNAM JEJ SEKRET* Niedziela z Siostrą... Zbigniew Gniewaszewski Św. Stanisław Kostka - YouTube SHYMI - Będzie Mama Krzyczała - YouTube REZI VS SIOSTRA! KTO WYGRA?

Jestem starszą siostrą - Ceny i opinie - Ceneo.pl

  1. Przyjdźcie: utrudzeni, słabi - Ja pokrzepię was...
  2. Dzieckiem Bożym jestem ja - YouTube
  3. MOJA MŁODSZA SIOSTRA DECYDUJE O MOIM DNIU!
  4. MOJA MŁODSZA SIOSTRA JEST NIEWIDZIALNA PRANK - YouTube
  5. CZY DOBRZE SIĘ ZNAMY! - Z MOJĄ SIOSTRĄ! *ZNAM JEJ SEKRET*
  6. Niedziela z Siostrą... Zbigniew Gniewaszewski
  7. Św. Stanisław Kostka - YouTube
  8. SHYMI - Będzie Mama Krzyczała - YouTube
  9. REZI VS SIOSTRA! KTO WYGRA?

Krótka historia życia św. Stanisława Kostki. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką». Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Niepokalana. Teraz i zawsze. CZY JESTEM DOBRYM BRATEM?! Quiz o siostrze! - Duration: 14:14. ... OGLĄDAM Z SIOSTRĄ NASZE STARE ZDJĘCIA! - Duration: 15:08. ... Lekko Nie Będzie 717,839 views. 13:39. Language: English WOJNA TIKTOKÓW Z MOJĄ SIOSTRĄ - Duration: 10:28. CHYBEK 542,666 views. 10:28. KTO OSTATNI WYJDZIE Z WANNY WYGRYWA 5000 ZŁ! *żałowałem tego* / Wojan - Duration: 14:16. Film jest jedynie parodia nie bierzcie go na serio! 🙈 Cześć! ja jestem VanDal i dzięki że patrzysz w opis 🙈 Tutaj mnie znajdziesz: 🔥 YouTube: http://bit ... życzę wszystkim takiej Niedzieli...która już będzie trwać każdego dnia... na zawsze :) Oryginalny tytuł piosenki brzmi: 'Niedziela z Anną'... wykonawca był p... Pomoce multimedialne do podręcznika dla klasy II SP Zapraszamy do odwiedzania naszych stron: http://www.katechizmy.com.pl http://www.fb.com/CentrumEdukacjiKa... SHYMI - Będzie Mama Krzyczała HEJ CZEŚĆ! NAPISZCIE W KOMENTARZACH CZY UDAŁ MI SIĘ ODCINEK... BARDZO ON MI SIĘ SPODOBAŁ MOŻE W PRZYSZŁOŚCI BĘDĘ GO OGLĄDAŁA, GDY BĘDĘ MIAŁA WIĘCEJ SUBSKRYBCJI,LIKE,KOMÓW! W ...